Naleśniki i seria niefortunnych zdarzeń


Pamiętasz ten czas kiedy przez pół dnia i jeszcze więcej zastanawiałeś się na co masz ochotę? Mi zdarza się to średnio raz na tydzień, ale zwykle przechodzi. Nie tym razem. Po długim i ciężkim namyśle już wiedziałam czym "to coś" jest. Pragnęłam naleśników.

We wpisach gotujPozytywnie możecie obserwować moje postępy w świecie kulinarnym. Myślę, że siedemnaście lat to odpowiedni wiek na to, żeby powiększyć swoje umiejętności i wyjść z poziomu "jajecznicy", a tym samym zagwarantować sobie przeżycie na dalszych etapach rozwoju. To jak to było z tymi naleśnikami?


W mojej bardzo krótkiej przygodzie z kuchnią były one dla mnie największą zmorą. Znaczy nie  przygotowanie samej masy, ale ich smażenie. Wszystko było lepsze niż stanie nad tą okropną patelnią i patrzenie jak nieudolnie przekręcam tą cienkie krążki, które miały być tak proste w zrobieniu!  Co nie zabrałam się do ich robienia, to coś poszło nie tak. A to któregoś spaliłam, zapomniałam o tym że bez oleju ciężko będzie wydostać je z patelni i zawsze, ale to zawsze rozwalały mi się przy przekręcaniu. No ileż można! W końcu uznałam, że dam im ostatnią szansę. Jak mi nie idzie ze standardowymi naleśnikami, to może spróbuję z amerykańskimi pancakesami. Myślałam, że nie da się ich rozwalić i tutaj się myliłam. Aż wstyd się przyznać, ale wyszły one jeszcze gorzej niż normalne. Pamiętam to jakby to było wczoraj: razem z moją przyjaciółką przyszłyśmy do mnie i zaczęłyśmy czarować w kuchni. Nasze rozlatujące się pancaksy przeszły konkurs miss naleśnika (robiłyśmy zdjęcia na już nieistniejącego bloga) i polałyśmy je sosem czekoladowym. To był najgorszy sos czekoladowy w historii ludzkości.



Po tych wszystkich ekscesach uznałyśmy, że wyszłyby całkiem dobre gdybyśmy je podsmażyły trochę dłużej i nie polewały tym sosem. Logiczne. W sumie to przepis był całkiem dobry, ale coś z nami było nie tak...

Jednak nie poddawałam się, bitwa o naleśniki była bardzo zacięta. Głównie z tego powodu, że jest to moje ulubione bezmięsne danie. Tak, naleśniki traktuję jako pełny obiad. Nie jako deser.
Walcząc dalej, wczorajszego dnia przyglądałam się uważnie jak moja mama smaży te głupie okrągłe krążki. Obserwowałam tak uważnie, że czułam się jak mój pies, który niecierpliwie czeka na swoje jedzenie.



Pamiętacie moje rysunki? Mniej więcej tak to wyglądało. Po prawej stronie jest ukazane szczęście, gdy wreszcie dostałam się do patelni.

 Kiedy mama poszła odebrać telefon, ja niepostrzeżenie wślizgnęłam się przed kuchenkę (tak na prawdę to zapytałam mamę, czy mogę spróbować, ale chciałam wprowadzić trochę akcji w opowiadanie)  i powtarzałam z uwagą każdy krok, tak żeby niczego nie zepsuć. Znaczy, żeby naleśnik się nie rozleciał... I wiecie co: UDAŁO SIĘ! Szczęście nie do opisania. Czuję, że niedługo stanę się wielką, tłustą kulką albo  zamienię się w naleśnikowy krążek. Serio, są tak dobre, że żadna naleśnikarnia ich nie przebije.


Podsumowanie:

1 za mocno usmażony naleśnik, ale nie spalony!

1 rozwalony naleśnik niczym  skasowany samochód- nie do odratowania. Ale szybko go zjadłam, więc już nie ma żadnego.
mnóstwo udanych naleśników i ogromna satysfakcja
1 naleśnik ninja



Powiedzenie "trening czyni mistrza" sprawdziło się i teraz mogę cieszyć się naleśnikami o dowolnej porze, taka tam szczypta niezależności. Trzymajcie się ciepło i dajcie znać czy tylko ja mam takie przygody w kuchni!


2 komentarze:

  1. Podziwiam zapał do gotowania :) ja mam 25 lat i gotuje tylko jeśli musze i to dzięki chłopakowi który pokazał mi jak łatwo mozna ugotować cos prostego i zdrowego, ale tak poza tym to ZERO pociągu do kuchni. Całe zycie od tego uciekałam :P nie lubię no. Ale oczywiście dzieciom bede gotować no :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. BMW. Naleśniczka bym zjadła :D a tak poza tym to marzą mi sie placki z jabłkami ze o BOŻE. A amerykańskich placków nienawidzę od pierwszego spróbowania :P

      Usuń