Jak szybko i skutecznie przegrać walkę


Nie zrozumcie mnie źle, taekwondo to wspaniały sport. Na prawdę je uwielbiam, ale to co można zaobserwować na zawodach jest warte spisania. Zapraszam do przeczytania najdziwniejszych sytuacji na macie. No i w sumie poza nią też. 



Jak szybko i skutecznie przegrać prawie wygraną walkę?


 Zbijać wagę- tym terminem posługują się sportowcy, którzy w bardzo krótkim czasie muszą zrzucić trochę swojego kochanego ciałka. Mistrzostwem jest 10kg w tydzień. Także kolega zbijał wagę, a wraz z tym nie był w stanie zregenerować swojej siły w 100%. Następnego dnia mógł wygrać walkę, jego przeciwnik nie był bardzo doświadczonym zawodnikiem. Ale nie wygrał, trochę smutne. 

Ja również zbijałam wagę. Wiecie zero słodyczy, tuczących dań i niewyobrażalna ilość ruchu. Dziewięciogodzinną podróż przeżyłam na 300kcl a wszystko po to żeby dowiedzieć się, że miałam 1,5kg zapasu. Po polsku: jeden batonik by mi nie zaszkodził. Nie polecam.

I tak najfajniej było podczas podróży: mam swoja "dietę", a tu nagle kolega siedzący najbliżej wyciąga cudowną czekoladę. Ból, rozpacz i uzależnienie.


Ktoś zbijał wagę. Niby to tylko woda, ale biegał i żył w pełnym ortalionowym dresie z kapturem. Dodam, że na dworze był 30 stopniowy ukrop. Podobny klimat można spotkać w piekarniku.

Po wadze dostajesz od kolegów najlepsza kanapkę świata. Serek topiony i salami - BEZCENNE



Przychodzi dzień prawdziwych zawodów, mam tutaj na myśli walki z super rozwiniętymi taktykami, lataniem nad przeciwnikiem, obrotówki, kopnięcia z przeskoku a do tego dym i efekty świetlne rodem z kina akcji. A co widzisz? Zawodnika z super długimi nogami, ma on idealną sytuację, żeby zrobić show. Ale nie, on woli machać sobie nogą w górze przez 9 min. Wygrywa ten kto ma silniejsze mięśnie pośladkowe. Super walka.

Dziewczyna wychodzi na matę w miarę dobrym humorze, o ile w ogóle można tak się czuć przed walką. Mówi sobie "pamiętaj o gardzie". Wszyscy o tym przypominają. Ba, drą się na nią żeby wreszcie podniosła te ręce. Nic z tego. Kopnięcia na głowę, a wraz z nimi punkty, wchodzą w zastraszającym tempie. I na dodatek zastanawia się co poszło nie tak...

Jak już dostała w głowę, to niech odsunie się jeszcze trochę (oczywiście nie wykonując żadnej kontry) i przygotuje swojej przeciwniczce pas startowy do wykonania kopnięcia. Nie chciała znowu dostać, ale wejście do klinczu i zatrzymanie tych nieszczęsnych akcji było bardziej przerażające od złamanego nosa. Analizujcie walki i starajcie się wyciągać z nich wnioski. Z tej można wyciągnąć bardzo podstawowe błędy: garda i odpowiedni dystans. 

Chyba najgorsze z możliwych, czysty przypadek: w ostatnich 30 sekundach walki kolega dostał kopnięcie w nos. Krew się leje, musiał zejść z maty. Wygrałby tą walkę, chwila nieuwagi i koniec. Trzeba być czujnym do samego końca.

Na pewno genialnie walczy się z człowiekiem dwa razy wyższym. To uczucie kiedy chcesz kopnąć na głowę, a nie dostajesz...

Pierwsza walka, wchodzę przerażona. Nie wiem co się dzieje, sędzia każe mi się ukłonić. Chwila, ale nie mam z kim walczyć. Schodzę z maty:
-To wszystko?- pytam z niedowierzaniem trenera
-Tak,wygrałaś.
To  wydarzenie pozwoliło mi się trochę wyluzować, potem było już tylko lepiej. Energia do następnej walki powróciła!

Nie zawsze ma się szczęście na macie, nie zawsze można wygrywać. Jednak trzeba pamiętać, że z każdych zawodów wynosi się coś więcej niż masę siniaków i kontuzje. Przede wszystkich  zdobywa się doświadczenie, im więcej go mamy tym bardziej potrafimy skupić się na walce, a nie na tym jak wypadniemy w oczach innych. To, że ktoś raz na jakiś czas wpadł w komentatora czy rozwalił wszystkie reklamy to rzecz normalna i nie ma się czym przejmować. Rób swoje i nie oglądaj się na innych.

6 komentarzy:

  1. Ostatnie najlepsze! Ależ się narobiłaś! xD
    Wygrane walkoverem są genialne - nie wiadomo, czy się cieszyć czy żałować, że nie było okazji sprawdzić swych umiejętności ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było to dla mnie na prawdę miłe zaskoczenie :) potem miałam kolejną walkę, już taką prawdziwą

      Usuń
  2. E tam krew z nosa to norma , rzekłbym nawet ze zawody bez rozwalonego receptora węchu albo wstrząsu mózgu są nudne. Ale mimo tych strasznych rzeczy warto próbować swoich sił bo to niesamowicie buduję psychikę i dopiero kiedy wychodzisz na matę/ring/oktagon czujesz to magiczne coś dla którego wylewasz pot na treningach .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Satysfakcja po zejściu z maty jest nie do opisania, to trzeba przeżyć, żeby zrozumieć :) ładnie zachęciłeś czytelników do sportów walki

      Usuń
  3. Podziwiam walczace dziewczyny :) gratulacje!
    Lepiej do Ciebie nie podchodzic :P

    OdpowiedzUsuń