Sałatka bez nazwy


Sobota wieczór to idealny moment na powiedzenie sobie DOŚĆ i wzięcie sprawy w swoje ręce. Jak długo można tego unikać, jak długo można żyć we własnym cieniu... Może właśnie to idealny moment na odkrycie  talentu kulinarnego, tak Proszę Państwa dziś czas się pokazać! Zaczynamy serię gotujPozytywnie, w której możecie oglądać moje postępy w całkiem nieznanym dla mnie jak dotąd świecie. 


Pragnę przypomnieć, że moja styczność z gotowaniem jest niewielka i  niespecjalnie sprawiała mi radość. Uznałam jednak, że nie chcę do końca życia żywić się jajecznicą opanowaną do perfekcji i  naleśnikami smażonymi tylko z jednej strony. Zaczynając od bardzo, BARDZO podstawowych przepisów, a kończąc na wykwintnych daniach rodem z najlepszych restauracji świata będę poszerzać swoje horyzonty, tak jak przystało na prawdziwego blogera. To zaczynamy!

Jak pisałam wcześniej, pierwszy dzień jest rozgrzewką do całej serii. Współpracowałam dzisiaj z doskonałym fotografem i jego idealnie nadającym się do tego typu zdjęć sprzętem. Czyli moja siostra i iphonem. Więcej czasu poświęciłyśmy na robienie zdjęć, niż na same przygotowanie sałatki bez nazwy. Tak, dzisiaj przygotowałam sałatkę, która nie ma nazwy. Powstała ona przypadkiem, jednocześnie z potrzeby jedzenia. To był ten moment, kiedy chcesz coś zjeść a za-specjalnie nie masz pomysłu co.




Do jej zrobienia użyłam oczywiście sałaty, która niegdyś rosła na mojej działce, a teraz skończyła na talerzu. Biedna... Kolejne składniki to szczypiorek, koperek, pomidory suszone, oliwki, kukurydza, słonecznik i czarny, niełuskany sezam. Na koniec sałatkę bez nazwy należy polać olejem z dyni. Nadal nie wierzycie mi, że jest to bardzo spontaniczny przepis?

Wszystko zaczęło się od umycia potrzebnych zielonych składników. Należy je pokroić i dodać wg własnego uznania. W sumie nie musicie ich kroić. Wtedy sałatka bez nazwy nabierze charakteru i unikalnego wyglądu. Niekoniecznie lepszego, ale będzie hipsterska i pokażecie, że sprzeciwiacie się systemowi.  Pamiętajcie, żeby nie przesadzać z suszonymi pomidorami, za to spokojnie można szastać kukurydzą i sezamem. Tego nigdy za wiele.




Jednym z bardzo ważnych czynności było polowanie na oliwki. Zalecam posługiwanie się widelcem. To co zobaczycie, powstało tylko i wyłącznie na potrzeby zdjęcia.


Spokojnie, moje palce mają się dobrze :)

Artystyczne zbliżenie na sezam, wyszło?

Samotna kukurydza pozdrawia




Po wymieszaniu składników nasza sałatka powinna wyglądać jak...  sałatka po wymieszaniu. Kolorowo i w nieładzie. Polać odrobiną oleju z dyni, tutaj już nie będzie wyglądać dobrze, ale smak genialny. Mimo tak abstrakcyjnego połączenia wyszła bardzo dobra. 



Ogłaszam, że sałatka bez nazwy jest jak najbardziej pozytywna. Smacznego!

1 komentarz:

  1. Następnym razem zrób coś dla ludzi a nie królików. Ale tak serio to wygląda ciekawie trzeba będzie zrobić.

    OdpowiedzUsuń