Co gdyby nie healthy lifestyle?



Leżę sobie na kanapie i umieram ze zmęczenia. Jestem po ciężkim treningu, a jeszcze dobrze nie doszłam do siebie po ostatnim. Zastanawiam się jakby wyglądało moje życie gdyby nie ten czas poświęcony na ćwiczenia, zawody, unikanie jakże pysznych słodkości i ogólne dbanie o siebie.

Zacznijmy może od czegoś co uwielbiają wszyscy, czyli jedzenie! W internecie roi się od super zdrowych przepisów, wystarczy wejść na co trzeciego bloga i można działać cuda. Nawet nie trzeba mieć do tego jakiegoś wielkiego talentu kulinarnego, którym ja niestety nie jestem obdarzona. Ale zobaczycie, kiedyś się nauczę i może powstanie gotujPozytywnie czy coś takiego :)

Jeżeli coś wygląda bosko i smacznie to jest duże prawdopodobieństwo, że przypadnie mi to do gustu. Wiecie, że dopiero w środowisku healthy lifestyle'u miałam do czynienia z owsianką, którą teraz uwielbiam? Poważnie. Od tamtego momentu wiedziałam co czuły misie, kiedy Złotowłosa zjadła ich owsiankę. A potem jeszcze poszła spać w ich łóżku... Skandal.

Po posiłku idziemy poćwiczyć. Jeżeli chodzi o mnie to uwielbiam prawie każdą dyscyplinę sporu, w której można się zmęczyć. Nigdy nie rozumiałam jak bilard czy rzutki mogą być uznawane jako dyscyplina sportowa, ale widocznie to nie moja bajka. Od zawsze kochałam biegać, w wieku przedszkolnym uznałam, że" jestem szybka, szybsza niż samochód". To są moje autentyczne słowa, gdy moja mama poprosiła mnie, żebym uważała na wszystko co mogło by mnie przejechać.

Ale wtedy jeszcze do mnie nie docierało, że moje zamiłowanie do sportu ma jakąś nazwę. O tym dowiedziałam się w szkole, na początku było mi przykro, że jest ktoś kto biega szybciej ode mnie i samochodów jeżdżących po moim osiedlu, ale z czasem to pokochałam. Uwielbiam rywalizację,  motywuje mnie żeby poszerzać swoje możliwości. To co, że stresuje się przy tym niemiłosiernie i przez to skompromituję się przed moją publiką. Rywalizacja jest fajna i tyle.

Możecie obserwować mnie na instagramie i facebooku

Na pewno nie porzuciłabym zdrowego stylu życia z na prawdę ważnego dla mnie powodu. Są nim bardzo pozytywni ludzie. Wiem, że pisałam już o tym kilkanaście razy, ale ludzie są na prawdę interesującą formą życia na ziemi. Mogę się mylić, ale chyba nie ma drugiej takiej radosnej i pełnej samozaparcia grupy! Być może to dzięki niej mam w sobie tyle ambicji i chęci do działania.

Przez sport poznałam fantastyczne osoby, z bardzo różnymi charakterami i poglądami. Jestem żywym przykładem na to, że można przyjaźnić się z ludźmi, którzy kompletnie nie rozumieją twojego spojrzenia na świat i nazywają to naiwnością. Ale uwielbiam ich i nie zamieniłabym na nikogo innego. Wspólna pasja to coś wspaniałego, więc jeżeli macie możliwość należenia do jakiegoś klubu czy innego zgromadzenia to nie wahajcie się i zapiszcie się tam.

Nawet nie wyobrażacie sobie mojego szczęścia gdy znajomi mówią mi, ze zmotywowałam ich do ćwiczeń, pokochali sport i wszystko inne związane ze zdrowym trybem życia. Podobnie mam kiedy podczas rozmowy nawiązują do mojego wpisu na blogu, zazwyczaj o motywacji. Właśnie dlatego nie wyobrażam sobie mojego życia bez tego wszystkiego.

6 komentarzy:

  1. Ja jestem totalnym Twoim przeciwieństwem, o czym wspominałam ostatnio na moim blogu :P mi sie nie chce... Sama nie potrafię. Jednak wiem, ze wkrótce to sie zmieni, bo jak zamieszkam z chłopakiem (a on prowadzi zdrowy trup życia: jedzenie plus siłownia), to skończy mi sie dobre. Bardzo chce sie w to wciągnąć, ale sama nie umiem. Wydaje mi sie, ze jak zaczniemy razem ćwiczyć i gotować zdrowe posiłki, to wytrwam dłużej aż w końcu będzie to mój styl życia. Bardzo chce sie tego nauczyć.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Latwiej jest sie w to wkrecic jak masz kogos kto by ciebie "kontrolowal". Zawsze poczatki sa trudne a ulubiona czekolada nagle sobie o tobie przypomina, ale dasz rade :D

      Usuń
  2. Również jestem Twoim przeciwieństwem, choć może nie takim totalnym. Naprawdę lubię sport - jazda na rowerze, czy pływanie, a ostatnio nawet i pokochałam bieganie. Uwielbiam to uczucie kiedy wracam do domu po skończonym treningu. Czuję wówczas tyle endorfin ile nigdy w życiu. Coś wspaniałego. Mimo to odżywianie to moja pięta Achillesowa. Potrafię zaprzepaścić sobie każdy trening. Nie ważne ile na niego poświęciłam. Jedna zachcianka i wszystko leży. Zwłaszcza teraz w okresie popularnych lodzików. No i czekolada - mój odwieczny wróg i przyjaciel zarazem... Ech nie wiem jak się tego pozbyć. Silna wola u mnie nie istnieje.

    Martyna (ekspresem-przez-zycie.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba kazdy ma takie male wpadki dietetyczne. Wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem ;)

      Usuń
    2. No np. lody z Mcdonalda . Prawda pani tener ?

      Usuń
    3. Tak, to jest idealny przykład

      Usuń