Marzenia się spełniają


Tylko trzeba im pomóc. Tyle się o tym mówi, a wielu i tak nie rozumie. Ostatnio przeglądałam Instagrama, wszystko ładnie, pięknie, a tu widzę zdjęcie książki. Nie wiem dlaczego aż tak przykuła moją uwagę, ale miała w sobie coś niezwykłego. Jej tytuł to "Admiralette". Możliwe, że już o niej słyszeliście. Napisał ją Andrzej Tucholski, którego większość kojarzy z jestKultura.

Zaskoczył on wszystkich (no dobra, prawie wszystkich). Po pierwsze nie wydając poradnika jak na blogera przystało, a jak to określił Paweł Opydo- morskie fantasy. Jest jeszcze drugi powód. Kto normalny mówi z dnia na dzień, że jego książka jest w sprzedaży? Chyba tylko Andrzej jest do tego zdolny :) Ale wiecie co, nie ważne jaką taktykę objął do rozpowszechnienia swojego debiutu pisarskiego, ale to, że spełnił swoje marzenie. Jedno z wielu, ale jest coraz bliżej spełnienia ich wszystkich. Teraz pojawia się pytanie czy to możliwe?

„Moim marzeniem od zawsze było „pisać”. Nie interesował mnie język czy jakiekolwiek ograniczenia. Wiedziałem, że chcę Wielką Przygodę połączoną z opowiadaniem najlepszych historii, jakie tylko jestem w stanie wymyśleć.”
Andrzej Tucholski, źródło

Napisałam do niego czy udzieli mi kilku odpowiedzi. Zgodził się bez potrzeby przekonywania. Rozmowę znajdziecie poniżej. A ja jeszcze dodam, że Andrzej Tucholski jest kolejną osobą, która pokazała, że marzenia się spełniają. Jeśli całym sercem dążymy, aby je spełnić, poświęcamy swój czas to nie ma siły, która by nas powstrzymała!


 -Jak długo pracowałeś nad swoim dziełem? 
 -Większą część roku po kilka do kilkunastu godzin dziennie. 

-Co Ciebie motywowało do dalszej pracy? 
 -Ja niespecjalnie wierzę w motywację. To znaczy - fajnie jest poczuć pęd w plecy i nagły zastrzyk wiary w to, że dam radę i wszystko będzie pięknie. To przyjemne uczucie. Ale o wiele bardziej wolę zaplanować sobie takie środowisko i kulturę pracy, by po prostu - day in, day out - wypracowywać zamierzone limity słów bez żadnych problemów.

-Były nieprzespane noce?
-I to żeby kilkanaście... ;)

 -Miałeś jakieś momenty zawahania, bałeś się, że ludziom może nie spodobać się książka?
-Nadal mam taki moment. Ten cały projekt to jedno wielkie zawahanie. Ale zawahanie to za mało, bym przestał wierzyć w moc dzielenia się historiami o odwadze i przyjaźni :)

- Było warto wydać "Admiralette"?
-Tak. To najlepsza książka, jaką jestem w tej chwili w stanie napisać :)



-Jaki jest szczyt Twoich marzeń?
-Nie znam. Na razie marzy mi się popołudnie pełne grania z przyjaciółmi w planszówki. Mam dużo marzeń i po prostu je realizuję. Żadnego nie traktuję jako szczytu. Bardziej kręci mnie sam proces.

-Jak już staniesz się popularnym pisarzem, to nie zapomnisz o jestKultura, prawda?
-To moja ukochana społeczność :)

-Czy mógłbyś ładnie zmotywować moich czytelników do spełniania marzeń?
-Nie ma ani jednego realnego powodu, dla którego nie mielibyście ich spełniać :)


Jeżeli chcecie się dowiedzieć więcej na temat "Admiralette" to zapraszam do wpisów tutaj . Znajdziecie dużo ciekawostek, refleksji, no i może jakieś rabaty... A teraz lećcie i korzystajcie z życia!


Autorką zdjęć jest Karolina Szpunar



3 komentarze: