To wy nie dostaliście prezentu?


Przy ćwiczeniach zazwyczaj nie towarzyszy mi zadyszka. Tak jest teraz, ale spójrzmy kilka lat wstecz. Kiedy to dopiero zaczynałam swoją przygodę ze sportem wyczynowym. Nie było ani miło, a tym bardziej wesoło gdy po treningach czułam każdy swój mięsień. Dobra, teraz też tak mam. Ale to musi być naprawdę ciężki trening.

Tak, dobrze przeczytaliście! Mam wrażenie, że część moich znajomych myśli, że dobrą kondycję, rozciągniecie i mięśnie dostałam w prezencie. Otóż, chcę was wszystkich wyprowadzić z tego błędu. JA TO SAMA WYPRACOWAŁAM. Kiedy inni wychodzili na dwór, ja śpieszyłam się na trening. A na treningu nie było głaskania po główce, tylko ćwiczenia przy których miało się ochotę umrzeć.

Przez pierwszy rok trener nie spuszczał ze mnie oka i pilnował, abym jak najszybciej dorównała reszcie. Na każdym treningu słyszałam po sto pięćdziesiąt razy "Sylwia, wkładaj biodro!". W połowie rozgrzewki miałam straszną zadyszkę, już nie wspomnę o kolce. Całe moje przekonanie, że "mam kondycję" minęło w mgnieniu oka. Znaczy miałam ją, porównując się wtedy do moich rówieśników. Przy starszych kolegach wymiękałam. Po pierwszym tygodniu byłam załamana. Nie mogłam ruszyć żadną kończyną, miałam aż takie zakwasy. Pęcherze na stopach też nie dawały o sobie zapomnieć. Coś okropnego.

A jak to było z rozciąganiem? W młodszej grupie, gdzie głównym celem były zabawy i tylko trochę kopania, zaczęłam robić minimalne postępy. Z roku na rok było coraz lepiej. Tak jak zawsze na początku było ciężko. Nie mogłam wytrzymać bólu, jednak cały czas chciałam iść dalej. Stawiałam sobie małe cele, szukałam coraz to nowych myśli, aby tylko się nie skupiać na tym jak bardzo boli i jakie to nie wygodne.



Nie zabrakło kontuzji. Złamany nos, palec, naciągnięte mięśnie, problemy z kolanami i mnóstwo siniaków. Sport to zdrowie :)

Na swojej drodze usłyszałam już kilka razy, że muszę na jakiś czas przestać ćwiczyć. Za każdym kolejnym razem bolało to coraz bardziej. Czułam się wtedy jakby świat mi się zawalił, ale zdrowie jest ważniejsze... Moje szczęście było ogromne, kiedy mogłam spokojnie wrócić do ćwiczeń. Nie tylko do taekwondo, ale też do biegania, pływania, gry w kosza i czego tam jeszcze chcecie. Uwielbiam sport i nie ograniczam się do tylko jednej aktywności.

Mimo tego nie chciałam zrezygnować. Małymi kroczkami robiłam postępy, z miesiąca na miesiąc było coraz lepiej. Dzisiaj na spokojnie mogę zrobić szpagat, kopnąć na głowę, czy dotknąć klatką piersiową maty, siedząc w rozkroku. W środowisku tych trenujących taekwondo jest to na porządku dziennym, więc nic szczególnego. Przy tych co trenują gimnastykę artystyczną jestem beznadziejna. Ale jak widzę postęp, który zrobiłam w ciągu tych pięciu lub sześciu lat to jestem pod wrażeniem. Z człowieka tak leniwego, że pójście po pilota do telewizora było wyzwaniem do kochającego aktywność. Kiedyś nawet nie myślałam o czymś takim, a dzisiaj jest to rzeczywistością.

Teraz nie żałuję żadnej sekundy. Cieszę się, że nie odpuściłam, że przeżyłam wszystkie te mordercze treningi i obozy. Cieszę się, że doszłam do tego miejsca, że reprezentowałam moją szkołę na prawie każdych zawodach sportowych. Jestem z siebie cholernie dumna. Z tego jak się zmieniłam, na lepsze.

Pisałam, że mięśni nie dostałam pod choinkę. To był w większości efekt uboczny treningów. Dopiero od jakiegoś roku postanowiłam wyrzeźbić swoją sylwetkę. Nie wyglądam jeszcze jak na tych obrazkach motywacyjnych, ale wytrwale do tego dążę. Każdy ma swój ideał ;)

Także, wygadałam się. Jest to pierwszy tak osobisty post na blogu. Poznaliście w skrócie moją sportową historię. Liczę, że wy też przemyślicie sobie co w ostatnim czasie osiągnęliście i ile pracy was to kosztowało. Na pewno zrobi się wam miło!

3 komentarze:

  1. Nie pytaj mnie dlaczego. Prawie się poryczałam. Uwielbiam takie posty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam Twój zapał do ćwiczeń. Ja osobiście nie unikam lekcji wfu, ale samej trudno się zmotywować. Zamiast biegania wolę spacery, a w mojej mieścince dużo jest miejsc, które można odwiedzić. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też jest samej ciężko się zmotywować, ale jak trzeba, to trzeba. Mój trener jest bardzo pomocny w takich sprawach :)

      Usuń