Busowe przygody


Wszyscy bardzo uwielbiają jazdę busami. Nie ma dla ciebie miejsca, więc stoisz. Jest ciasno, a jak już masz miejsce to narzekasz na niewygodne siedzenie, które w końcu doprowadzi ciebie do garba. Ale za to jakich ciekawych ludzi można spotkać!

Pierwszą osobą, która rzuca się w oczy jest pan kierowca u którego kupujemy bilet. Zwracamy uwagę na jego zachowanie, zwykle jest bardzo rozgadany i maja w zwyczaju rozmawiać z przypadkową panią o tym co to się dzieje na dzielni. Specjalnie jeździ po dołach, żeby wszyscy podskakiwali do góry, wchodzi w ostre zakręty i chyba myśli, że jest kierowcą formuły jeden. I nagle spotyka światło czerwone.

Idziemy dalej. Kierując się na tył busa obserwujemy te wszystkie twarze. Z niektórych możemy wyczytać ciekawość dokąd jedziemy, skąd wracamy lub w co mamy w tych siatkach, którymi właśnie kogoś walnęliśmy w głowę. Siadamy. Rozglądając się dookoła możemy zauważyć kilka typów ludzi. Wyglądają niepozornie, jednak każdy z nich ma jakąś charakterystyczną cechę.

Są głośno gadające panie, które opowiadają o swoich wnuczkach. Rzecz jasna wszyscy chcemy wiedzieć ile piesków ma Stasio i że jeden z nich ma łatkę na ogonie. Grupa młodych ludzi krzyczących na cały pojazd. Od teraz wszyscy wiedzą co będą robić w weekend i że nie mogą dojść do porozumienia. Znajdziemy też pana, ja go nazywam stróżem prawa, bo ucisza. Ewentualnie w bardzo widoczny sposób wpatruje się morderczym wzrokiem w młodzież. Jest też taka opcja, że bardzo głośno wzdycha. Przynajmniej jeden osobnik musi spać, w dość dziwnej pozycji. Dziwne, że jemu nie przeszkadzają krzyki. Gorzej gdy siedzi on koło nas,wtedy modlimy się, aby nie oparł się o nasze ramię.



Śmieszne są dzieci. Jedno krzyczało "woda" przy każdym zbiorniku wodnym. To było też trochę irytujące, bo krzyczało dopóki nie straciło go z oczu, a mijaliśmy ich około czterech. Czasami się pomyliło widząc wysoką trawę i też krzyczało.

Śmiesznie wyglądają też ci, którzy mają w uszach słuchawki. Chcą pokazać jak bardzo czują swoją muzykę i albo wybijają rytm w szybę, o którą się opieramy lub tańczą w bardzo zabawny sposób. Jeżeli nie tańczą to gapią się w telefon. To są chyba moi ulubieni towarzysze jazdy busem, bo nie zwracają na siebie uwagi.

Nie tak jak Pan Wielka Awantura. Nie to, że nie rozumiem jak to jest jak komuś się śpieszy. Wręcz przeciwnie, bardzo dobrze znam to uczucie. Ale to nie powód, żeby rzucać kurwami w stronę pana kierowcy. Fajnie pokazał swój kontrast kiedy bluzgał na wcześniej wspomnianego kierowcę i  nagle zadzwoniła do Pana Awantury jego jak przypuszczam partnerka. Wtedy z bardzo brzydkich słów przerzucił się na "hej misiaczku". Po zakończeniu rozmów, a było ich kilka w ciągu czterdziestu minutowej jazdy, znowu wrócił do swojej natury. Nie mógł przeżyć, że kierowca zatrzymuje się na czerwonym świetle. Nadszedł punkt kulminacyjny: Grzecznie wyszedł z busa, pożegnał się z nielubianym panem kierowcą i komu się oberwało? Panom układających chodnik! (przez to, że oni go budowali, ruch był opóźniony) Tym wszystkim różnym ludziom siedzącym w busie malował się wielki banan na twarzy. Kto inny wdał by się w tak bezsensowną rozmowę jak Awantura? Chyba już mu się wtedy nie śpieszyło. Jestem ciekawa co się z nim stało potem, bo on został, a my pojechaliśmy dalej.

Są jeszcze ludzie w wesołym lub jak kto woli w stanie nietrzeźwości. Cieszą się do wszystkiego i zachowują się jak małe dzieci. No może nie w takim stopniu, że krzyczą "woda", ale bardzo głośno rozmawiają. Jedna pani przez całą drogę mówiła w którym miejscu już jest. Chyba jej znajoma była bardzo zniecierpliwiona.

To chyba już wszystkie moje busowe przygody. Pewnie ich jeszcze przybędzie, bo wakacje. Ciekawe co wydarzy się następnym razem. Nie martwcie się, jak zbierze się odpowiednia ilość materiału na post to podzielę się nimi z wami!
Możecie mnie obserwować od jakiegoś czasu na INSTAGRAMIE.


Źródło zdjęć: grafika google

1 komentarz:

  1. ja miałam raz straaasznie nieprzyjemną przygodę... Aj. Jechałam wtedy busem do Holandii i kierowca usnął. Jechał stałą prędkością i dopiero jak pasażerowie zorientowali się, że jego oczy są zamknięte, a z niebezieczną predkoscia zblizalismy sie do jadacego przed nami auuta - ludzie zaczeli krzyczec, a on sie obudzil.
    Nie zycze tego nikomu... oj nikomu!

    zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń